Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmograf. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmograf. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 września 2010

Filmograf - Haven

http://i27.tinypic.com/143err4.jpg

Na pierwszy rzut oka - kolejny klon nieodżałowanego X-Files dla ubogich. Na drugi to samo, tylko bardziej i ze wsparciem w postaci powiązania fabuły serialu z Colorado Kid - jedną z książek Stephena Kinga. Książki nie czytałem, co jednak nie przeszkadzało mi z przyjemnością obejrzeć pierwsze odcinki serialu Haven.
Po kolei. Akcja serialu toczy się w tytułowym miasteczku, w którym wiele lat temu panowały Kłopoty - czas, gdy działo się wiele naprawdę dziwnych rzeczy. Agentka federalna Audery Parker przybywa do Haven tropem groźnego przestępcy, który krótko po dotarcia do miasta ginie w tajemniczych okolicznościach. Audery łączy siły z miejscową policją w osobie Nathana Wuornoa, nieco enigmatycznego mężczyzny cierpiącego na niezwykłą przypadłość - Nathan nie odczuwa bólu. Każdy odcinek to kolejna sprawa, którą rozwiązuje ta dwójka - Audery postanowiła zostać w Haven, by zbadać dawną sprawę niejakiego Colorado Kida. Oczywiście, ma swoje powody. Na zdjęciu z archiwalnego numeru gazety opisującej tę sprawę Audery zauważyła kobietę niezwykle do nie podobną.

http://www.syfy.com/haven/images/photos/cast/02.jpg

Pilot serialu nastraja nas doń bardzo optymistycznie. Serial jest wciągający, główna bohaterka ma cięty język i nie sposób jej nie polubić, a także poznajemy Duke'a - wyszczekanego szmuglera, który swoim łobuzerskim urokiem kradnie dla siebie większość scen, w jakich się pojawia. Zagadka jest tajemnicza, jednak akcja przebiega dość schematycznie. Nie psuje nam to jednak dobrego wrażenia. Schody zaczynają się dopiero w okolicach trzeciego, czwartego odcinka - schematyczność i pewna przewidywalność daje się we znaki, co może zniechęcić mniej cierpliwych oglądaczy, zwłaszcza, że cięty język Audery nagle się stępia, a wywołujące uśmiech one-linery, którymi na lewo i prawo rzucała w pilocie, w dalszych odcinkach występują w ilościach laboratoryjnych. Jakby tego było mało, główny wątek - poszukiwanie informacji o tajemniczej kobiecie ze zdjęcia - strasznie się ślimaczy, co zamiast zainteresowania powoduje frustrację.

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjfmON4Gr8D9ICs5SIvGYYcAkj3WzdRDR-jT5BnVazFkpVCtyEDI1g9Wlmdwcc1ONZ3cBtEQCLAhMdYyJ26VYdTNu6n2BMmiVlnyySp_GNfp3NZ8rfzlqfrPPbJw35JEWFnhQd7By9KhOgL/s1600/friday-night-lights-the-son-2.jpg

Do tej pory w sumie narzekałem na ten serial, tym niemniej zapewnił mi on (i dalej zapewnia, bo dobiłem dopiero do połowy pierwszego sezonu) całkiem sporo dobrej zabawy. Jeśli kogoś przytłaczał ciężki klimat X-Files, tu mogą nieco odsapnąć - zdecydowana większość scen kręcona jest w pełnym świetle, najczęściej w przepięknych plenerach (kolejny niekwestionowany plus tej produkcji). Kreacje aktorskie wypadają przyzwoicie, choć bez rewelacji - najbardziej rozczarowuje Lucas Bryant, aktor wcielający się w rolę Nathana, który najwyraźniej cierpi na porażenie mięśni twarzy uniemożliwiające mu zagranie mimiką. Większość scen snuje się z miną dostojnego wodza Indian, z rzadka uśmiechając się albo unosząc brwi. Za to Eric Balfour, serialowy Duke, to - jak już wspomniałem - najjaśniejszy punkt obsady.
Cóż mogę dodać? Nie jest to produkcja, która zapisze się złotymi zgłoskami w historii, wątpię nawet, czy powstanie drugi sezon. Mimo to, serial jest przyzwoitym zabijaczem czasu, który jednym podejdzie, innych odrzuci. Moim zdaniem warto zaryzykować, bo dla fanów prozy Stephena Kinga Haven będzie niewątpliwą gratką. Spodobają im się subtelne nawiązania poszczególnych fabuł do niektórych książek Króla. Ci uważniejsi wyłapią takie smaczki, jak nazwisko Flagga pojawiające się już w czołówce czy... W sumie tylko to udało mi się wypatrzyć, ale żaden ze mnie kingowy fanatyk. Tak czy inaczej - polecam.

sobota, 3 kwietnia 2010

Filmograf: Scott Pilgrim vs. Kick-Ass

Na początek - wesołych świąt Wielkanocy.

Do rzeczy.




Dwie mega-nerdowskie superprodukcje w 2010. No nie dam rady.
Nie chcę oceniać na podstawie trailerów, jednak każdy chyba zgodzi się z tym, że oba filmy (zresztą, oba to także ekranizacje komiksów) przedstawiają całkowicie odmienną filozofię geekostwa. O ile Scott Pilgrim vs. the World to maksymalnie przegięta, zakręcona jazda bez trzymanki, o tyle Kopacz Pośladków jest filmem podchodzącym do sprawy w sposób nieco bardziej "realistyczny". Realistyczny oczywiście w cudzysłowu, bo mała dziewczynka w pojedynkę wykańczająca pluton mafijnych przydupasów jest równie prawdopodobna, co latające w powietrzu onomatopeje z trailera Scotta Pilgrima - ale filmy dzieli przepaść, pomimo tej samej grupy docelowej.
Scott Pilgrim vs. The World to raczej pastisz (nie wiem, komiksu nie czytałem), niźli poważna historia (choć nie odmawiam mu bynajmniej szansy, na opowiedzenie ciekawej fabuły). Te wszystkie zapożyczenia z subkultury nerdowskiej, sięganie bezpośrednio do źródeł i wydobywanie z nich samej esencji... To będzie dobre, to się może udać.
Z drugiej strony, Kick-Ass zapowiada się na film cięższy, nieco bardziej na serio (choć bez przesady). Tu nerdostwo jest pokazane z punktu widzenia szarego fana komiksów, który w stroju płetwonurka ugania się za chuliganami i jakoś łatwiej mi się z takim chłopakiem identyfikować (ale nie wyciągajcie z tej deklaracji pochopnych i zbyt daleko idących wniosków), a zawieszenie niewiary jest jakieś takie łatwiejsze, już nawet pomijając tę dziewczynkę z katanami. I chyba właśnie na Kick-Assa stawiam w tym pojedynku.
Ano nic - poczekamy, zobaczymy. Jak już mówiłem, nie czas jeszcze na porównania i zestawienia. Oba filmy zapowiadają się wyśmienicie.

niedziela, 31 maja 2009

Filmograf - Ziomek

http://poznanskirap.com/images/patronowane/ziomek.jpg

Joł, Łysy, ema! Ze sto lat się nie widzieliśmy. Co u ciebie, na dzielni, słychać, co? Ciągle się napierdalacie z tamtymi z drugiej strony rzeki? No, i tak ma być.
Łysy, jarzysz taki zajebisty serial animowany "Ziomek"? Nie?! To co ty, kurde, Rap Pakamery nie oglądasz? Dobra, mniejsza z tym. Jak ci się nie spieszy, to ci mogę opowiedzieć.
Widzisz, Łysy, parę lat temu kilku łebskich żabojadów wpadło na pomysł nakręcenia serialu animowanego, w którym pokazaliby prawdziwe życie na osiedlach. Wiesz, ustawki, jaranie, impry, kumple i tak dalej. Każdy odcinek opowiada o jakimś innym krótkim wydarzeniu, każdy ma też innych bohaterów. A to ziom zaparkuje tam, gdzie nie trzeba, a to jakaś ustawka się szykuje, a to kolo jara się jakąś laską w autobusie, ale nie ma jaj, żeby do niej zagadać... Generalnie każdy odcinek ma innych bohaterów, więc przez cały serial przewija się całkiem dużo ziomków.

http://www.mtv.pl/img/206/96/27_att809496.jpg

Co ty, Łysy, mówisz? Że nie masz ochoty oglądać długich, nudnych seriali? No, niby pamiętam, jak ściągnęliśmy film tego, no... Lincza. Tak się chyba nazywał. No, pamiętam jak ci się pod czachą zagotowało. Trzeba cię było na pogotowie wieźć. Ale bez obaw! Każdy odcinek "Ziomka" ma raptem kilka minut. Akurat tyle, żeby obejrzeć w wolnej chwili.
No, ja na początku też myślałem, że francuzcy ziomale trochę różnią się od naszych, polskich, ale wiesz co? Wcale nie tak bardzo. Dosłownie każdy z odcinków równie dobrze mógłby dziać się na twojej dzielni, albo na moim osiedlu.
A, i jeszcze coś. W polskiej wersji językowej głosy podkładają najbardziej ziomalscy przedstawiciele polskiej sceny hip-hopowej. Jarzysz? Bohaterowie mówią głosami takich zajebistych kolesi, jak Vienio, Peja, Pelson, O.S.T.R i Pono. Do tego trzech z nich - Gural, O.S.T.R i Sokół - nagrali teledysk promujący serial w Polsce. Klip mam na iPodzie, chcesz oblukać?



Całość ma fajną muzę, klimatyczną i pasującą do tego, co się dzieje na ekranie. Tłumaczenie z obcego na nasze też wyszło dobrze, w polskiej wersji ziomki mówią tak, jak ty i ja. Nie poznałbyś, że są z Francji. Szkoda tylko, że u nas pokazał się tylko jeden z dwóch sezonów tego wyjebistego serialu. ale nic - "Ziomek" jest u nas tak popularny, że wypuszczenie polskiej wersji kolejnych odcinków jest tylko kwestią czasu.

http://images31.fotosik.pl/276/8713d20efe69aebc.jpg

Dobra, Łysy, muszę już lecieć. Jeszcze ci tak na zakończenie powiem, że na MySpace - Łysy, to taka nasza-klasa, ale ogólnoświatowa - twórcy serialu pokazali zajawkę pełnometrażówki. Wygląda genialnie, ale już ci nie pokażę, bo się spieszę. Zobaczysz go na wypasionej stronie internetowej "Ziomka".
To ja się zawijam. Nara, Łysy. Zajrzyj czasem na nasze osiedle, pogadamy, może nawet zbierzemy ekipę i zrobimy wjazd na chatę Szluga?

piątek, 17 kwietnia 2009

Filmograf - Ahmed & Salim

http://www.nawaat.org/portail/wp-content/uploads/2009/01/ahmad_et_salim_610x.jpg

Na fali popularności South Parka powstało wiele kreskówek - klonów. Oprócz naszego rodzimego potworka mamy też wersję izraelską. Tak, tak - powitajcie Ahmeda i Salima.
"Ahmed & Salim" to stworzona przez dwóch Izraelczyków kreskówka, której bohaterami są dwaj muzułmańscy chłopcy o imionach - a to niespodzianka! - Ahmed i Salim. Obaj są synami pewnego terrorysty, który wraz z chłopcami i swoimi żonami mieszka w jaskini. Ahmed i Salim nie są jednak fanatycznymi terrorystami - bardziej przypominają amerykańskie dzieci. Grają w Pro Guitar Hero, mają profile na Facebooku, oglądają telewizję... Im bardziej ojciec chce z nich zrobić prawdziwych Obrońców Jedynej Słusznej Wiary, tym bardziej Ahmed i Salim broją.

http://trendz.pl/files/imagecache/new_255_230/files/video/1PDGjb.png

Konstrukcja fabularna każdego odcinka jest podobna - ojciec próbuje "nawrócić" chłopców na terroryzm, a oni wszystko mieszają tak, że ich pomysły odbijają się tatusiowi głęboką czkawką. Sami bohaterowie też nie są zbyt rozbudowani - Ahmed często podpuszcza młodszego Salima, który jednak jest bardzo typowym młodszym bratem (czyli właściwie esencją upierdliswa - kto ma, ten zrozumie) .

http://trendz.pl/files/imagecache/new_255_230/files/video/s6UVuP.png

Serial nie jest niczym więcej, niż klonem amerykańskiego South Parka, a twórcy nawet się z tym nie kryją (szkoda, że twórcy Włatcuf Móch nie potrafią się do tego przyznać) tyle, że przeniesionym na Bliski Wschód. Gagi opierają się na tym samym schemacie i mogą się wydać niesmaczne osobom o zbyt niewyrafinowanym guście. Pozostaje też pytanie, czy śmianie się z nieszczęścia, jakim jest wojna nie jest dwuznacznie moralne.

Strona internetowa animacji.

czwartek, 12 lutego 2009

Filmograf - Wolverine: Claws & Flesh

Premiera filmu o Wolverine'nie zbliża się wielkimi krokami. W oczekiwaniu na ten D-Day, polecam obejrzeć polską fanowską produkcję opiewającą historię szponiastego X-Mena. Film jest, cóż... :) Ale niektóre efekty specjalne są naprawdę godne uwagi, czasem można też się pośmiać. Na pewno jest zrobiony z werwą i polotem. Polecam fanom Marvela i twórcom filmowej wersji Wiedźmina, którzy mogliby się uczyć od tych paru pełnych zapału chłopaków.











Miłej zabawy.

czwartek, 22 stycznia 2009

Filmograf - Bang Bang You’re Dead

Tym wpisem rozpoczynam działalność nowego działu Trendyzatora - mówić się tu będzie o filmach ambitnych, ciekawych, nowatorskich i - zawsze - wartych obejrzenia.


http://aycu04.webshots.com/image/27283/2003820009939811262_rs.jpg
Kalendarium

1977 - Stephen King wydaje pod pseudonimem Richard Bachman książkę pod tytułem "Rage". Głównym jej bohaterem jest młody człowiek, który planuje urządzić w swojej szkole krwawą łaźnię.

20 maja 1998 - Kipland Philip "Kip" Kinkel, młody Amerykanin ze Springfield morduje swoich rodziców, następnie z odbezpieczonym pistoletem marki Beretta rusza do swojej szkoły.

20 kwietnia 1999 - Harris i Klebold, dwóch nastolatków podkłada bombę w swojej szkole. Kiedy ładunek okazuje się niewybuchem, obaj chłopcy biorą w ręce broń palną, zakładają na plecy tornistry wypełnione amunicją i przekraczają mury szkoły. Ginie 13 osób.

21 kwietnia 1999 - Stephen King zabrania wznowień i kolejnych wydań swojej powieści "Rage".

9 kwietnia 1999 - Premiera teatralnej sztuki pod tytułem "Bang, bang, you're dead" napisanej na kanwie historii Kipa Kinkela.

26 kwietnia 2002 - Robert Steinhäuser, 19-leni Niemiec przychodzi do szkoły z glockiem i strzela do nauczycieli i uczniów. Zabija w sumie 17 osób.

7 czerwca 2002 -
Premiera filmu "Bang, bang, you're dead"

Recenzja

Filmów poruszających problem przemocy w szkole było już naprawdę bardzo dużo, bo i problem jest poważny - nie ma chyba bardziej brutalnej, okrutnej i bezwzględnej społeczności, niż zbiorowość uczniów gimnazjum lub szkoły średniej. Nabuzowani testosteronem chuligani, ścisłe kręgo znajomych, subkultur, izolacja "najsłabszych" i "innych"... Każda szkoła to w istocie wrzący tygiel, którego eksplozja zdaje się być tylko kwestią czasu. Sam poruszałem ten problem w swojej powieści Nibynic, ale tak napradę bardzo trudno nakreślić dokładne i wnikliwe studium psychiki szkolnego outsidera. Czasem jednak się to udaje.
Głównym bohaterem filmu jest Trevor Adams, osamotniony i odrzucony przez prawie wszystkich nastolatek. Rok temu chciał zemścić się za szykany na szkolnej drużynie footballowej podkładając w jej szatni bombę (bez zapalnika, przez co ładunek był całkowicie niegroźny). Akcja filmu rozpoczyna się na początku roku szkolnego, kiedy Trevor wezwany zostaje do sekretariatu. W tym swoistym preludium filmu akcję obserwujemy z perspektywy kamery video, którą Trevor wszędzie ze sobą nosi.
Młody nauczyciel-ideowiec Val Duncan postanawia pomóc chłopcu wrócić na łono społeczeństwa, angażując go do realizowanej przez szkołę kontrowersyjnej sztuki teatralnej "Pif-Paf! Jesteś trup." w roli Josha - głównego bohatera dramatu.
Grupa anarchistów (w filmie zwanych "trogami" - od troglodytów) przyjmuje Trevora pod swoje skrzydła, niejako traktując go jako guru - bowiem także trogom mocno dopiekli zawodnicy. Rozpoczyna się ostra, bezpardonowa "walka" przy użyciu rozmaitych zagrań dywersyjnych ze strony trogów (położenie pocisku w szafce jednego z zawodników drużyny footbalowej) jak i bezpośrednich ataków ze strony kasków (spłuczki, pobicia). Jakby tego było mało, sztuka realizowana przez pana Duncana powoduje niepokój wśród rodziców - kontrowersje wzbudza przede wszystkim obsadzenie Trevora w roli seryjnego mordercy uczniów. Cała spirala zaczyna się rozkręcać, aż dochodzi do dramatycznego punktu kulminacyjnego...

Ben Foster

Film jest zagrany i wyreżyserowany w sposób brawurowy - zupełnie, jakby Guy Ferland, reżyser filmu, powiedział aktorom: "Słuchajcie, to ma być idealny film" a oni dali z siebie wszystko, by sprostać temu wymaganiu. Najlepszą kreacją aktorską jest niewątpliwie posatć Vala Duncana, świetnie zagrana przez Toma Cavanagha - wykreował on postać ciepłego, ale ambitnego i potrafiącego dowodzić swoich racji belfra, który potrafi załapać nić porozumienia z młodzieżą i przekonać ją do swojej wizji. W Trevora wcielił się Ben Foster, znany głównie z roli Angela w "X-Men: Last Stand" i, przynajmniej moim zdaniem, wypadł w niej świetnie. Podobnie zresztą jak reszta aktorów - to chyba najtrafniej obsadzony film jaki widziałem, oczywiście pomijając "Piratów z Karaibów". Praca kamery - kiedy trzeba dynamiczna, często ukazująca nietypowy, ciekawy punkt widzenia - nie ma sobie nic do zarzucenia.
Polecam ten film wszystkim, dla których kino nie kończy się na kasowych holluwoodzkich produkcjach tymu "300" czy pustych jak wydmuszka komediach romantycznych. Warto, naprawdę warto.

Pif-Paf! Jesteś trup!

Bang, Bang, You're Dead (2002) TV

produkcja: Kanada , USA

gatunek: Dramat

data premiery: 2002-06-07 (Świat)

reżyseria: Guy Ferland

scenariusz: William Mastrosimone

zdjęcia: Robert Aschmann

muzyka: Johnny Klimek

czas trwania: 87