poniedziałek, 16 maja 2011

Do poczytania... Scientia occulta

http://merlin.pl/Scientia-Occulta_Robert-Sienicki-Lukasz-Okolski,images_big,29,978-83-61081-86-9.jpg

Najnowszy komiks duetu Sienicki & Okólski nabyłem kompletnym przypadkiem. Nie planowałem jego zakupu na ostatnim Festiwalu Komiksowa Warszawa - polowałem tam przede wszystkim na przeceniony pierwszy tom Sandmana. Nie upolowałem, by zatem nie wyjść z imprezy z pustymi rękami (nie licząc dosłownie wciśniętego mi na samym starcie "Blera" Rafała Szłapy) kupiłem "Scientię" właśnie.

Nie znaczy to, że jestem z zakupu niezadowolony, bo "Scientia Occulta" to komiks co najmniej dobry, z nieco niewykorzystanym potencjałem i znakomitymi rysunkami. Fabuła kręci się wokół serii rytualnych morderstw, na których trop wpadła ponętna pani detektyw Kate Cooper, która wraz z bratem zajmowała się sprawą małej zaginionej dziewczynki. Szybko okazuje się, że sprawa jest o wiele bardziej zagmatwana i niejednoznaczna, niż się na początku wydawało... Kate łączy siły z ulicznym magikiem Claytonem Howardem i rzuca się w wir zaskakujących wydarzeń.

Wiem, ze to głupie, ale sam komiks kojarzył mi się z... niektórymi pracami Andreasa. Co prawda poziom nie ten (ale to nie tyle wina autorów, co niebotycznie wysokiego poziomu komiksów autora "Koziorożca"), ale elementów wspólnych jest sporo - na czele z mistyczną, choć raczej lekką i bezpretensjonalną historyjką i cartoonową kreską. Fabuła została poprowadzona dość dobrze, choć chwilami intryga szyta jest zdecydowanie zbyt grubymi nićmi. Choćby wytłumaczenie wmieszania w całą aferę Kate wydaje mi się mocno naciągane. Przydałoby się też trochę bardziej pogłębić sylwetki postaci, bo w tym względzie panuje w SO sztampa, ale... to przecież lekka, niezobowiązująca zabawa. Na plus muszę zaliczyć kilka znakomitych fabularnych twistów i "okołopotterowe" żarty.

Kreska... Łukasz Okólski stanął na wysokości zadania. Obleczona w czerń i biel historia wygląda po prostu bardzo dobrze. Kreskówkowy styl rysownika idealnie pasuje do tej opowieści i sprawia, że czyta się z jeszcze większą przyjemnością. Widać jednak, że rysownik nie rozwinął jeszcze w pełni skrzydeł, że najlepsze prace wciąż są przed nim. Czekamy z niecierpliwością.

Scientia Occulta raczej nie zapisze się złotymi zgłoskami w historii polskiego komiksu, nie będzie obiektem kultu dla przyszłych pokoleń. Ale i nie ma takich aspiracji - to po prostu mainstreamowa opowiastka kryminalno-fantastyczna napisana i narysowana w dość luźnym stylu. Nie arcydzieło, ale solidna, rzemieślnicza robota. Niezdecydowanych zapraszam do zapoznania się z dwoma pierwszymi rozdziałami, które twórcy zamieścili na stronie komiksu pro bono publico.

piątek, 18 marca 2011

Stalowy Jeż

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjAoJUJ7mDNFmBm15pZCZVAZ49ML3sBNL0AkryJ3QMdV-9y7f2oOk2ka0x12JZhrSh9sxIw6L-58Z-G3rb066oHaQhydBE2IZGZkuRbkw27n6dJbVhNa33KZZsPXb8zFYNz_yyIpmtcx_g/s1600/00.jpg

Oto bowiem Jeż Stalowy,
Ma przyłbicę zamiast głowy...

Mam niewątpliwą przyjemność przedstawić Wam nowy webcomics w polskim Internecie. Stalowy Jeż jest bardzo swobodną wariacją na temat wierszowanych baśni Jana Brzechwy, połączonych i zremiksowanych tak, by stworzyć ponurą, mroczną antybaśń. Za scenariusz odpowiadam ja, warstwą graficzną opiekuje się Lupus, z którym miałem przyjemność współpracować już wcześniej. Przy kreowaniu komiksu inspirowałem się takimi rzeczami jak American McGee's Alice, Pinocchio, Vampire Slayer czy Surreal Adventures of Edgar Allan Poo. Komiks aktualizowany będzie dwa razy w tygodniu i w zamierzeniu liczyć ma 9 rozdziałów po 15 stron każdy.

Zapraszam do świata Jana Brzechwy.

wtorek, 22 lutego 2011

Chopin New Romance

http://static.polter.pl/sub/Zamieszanie-wokol-Chopin-New-Romantic-bw47128.jpg

Szczegóły tutaj.

A teraz garść pytań:

1. Czy którakolwiek z osób sprawujących pieczę nad tym projektem poinformowała autorów, że publikacja docelowo przeznaczona jest dla osób małoletnich?
2. Czy którakolwiek z ww. osób wpisał w google nazwisko Ostrowskiego, by zaznajomić sie z jego dotychczasowym dokonaniem na polu twórczości komiksowej?
3. Czy w Polsce wciąż pokutuje opinia o komiksie jako medium skierowanym tylko i wyłącznie do dzieci, zaś wszelkie próby zmiany tego stereotypu muszą kończyć się aferą?

Komiksu nie miałem nigdy w rękach, dlatego też nie mogę wypowiedzieć się o jego poziomie. Sama afera zaś jest jednak na tyle żenująca, że po raz kolejny środowisko komiksowe jest "chłopcem do bicia" w mediach.
Nie popełnił błędu Ostrowski, rysując taki, a nie inny komiks. Wina leży o stronie ludzi, którzy zlecili Kulturze Gniewu stworzenie szopenowskiej antologii bez poinformowania wydawcy o grupie docelowej produkcji (nie wierzę, że naczelny KG dopuściłby do sprzedaży komiks pełen niecenzuralnych komentarzy ze świadomością, że później ktoś ta tern komiks dziecku). Ciekawą rzeczą jest, że nikt z MSZ nie nadzorował procesu redagowania zbiorku i nie zatwierdził jego ostatecznego kształtu przed puszczeniem w ruch prasy drukarskiej. Przez to pieniądze podatników pójdą na przemiał - dosłownie.

piątek, 18 lutego 2011

Felieton okazjonalny - Ayreon

http://metalprogressive.files.wordpress.com/2008/06/ayreon_the_final_experiment.jpg

Mamy rok 2084. Dziesiątkowana licznymi wojnami, wyniszczona zatruciem środowiska naturalnego i pognębiona pokładaniem zbytniego zaufania w technologię ludzkość znajduje się na skraju wymarcie. Grupka naukowców korzystając z procesy zwanego czasową telepatią usiłuje skomunikować się z ludźmi z przeszłości i w porę przestrzec ich przez tymi zagrożeniami. W końcu udaje im się porozumieć z żyjącym w 6 w. n.e. niewidomym minstrelem imieniem Ayreon. Ociemniały bard rusza na dwór Króla Artura, by tam spełnić swoje posłannictwo. W ten sposób rozpoczyna się najbardziej niedoceniona opowieść science-fiction w historii tego gatunku.

Kiedy pisze się o projekcie holenderskiego multiinstrumentalisty Arjena Lukassena bardzo trudno uniknąć używania takich słów jak "epickie", "rozmach" i "ponadczasowość", dlatego nawet nie będę próbował. Prawda jest taka, że siedmiopłytowa (+dodatki) rock opera ukrywająca się pod tytułem "Ayreon" jest dziełem, które każdy fan fantastyki naukowej znać powinien. Przyznam, że po raz pierwszy spotkałem się z tak spójną i wielowątkową opowieścią przekazaną za pomocą połączonych fabularnie utworów muzycznych. I, jak zapewne już widać, od razu wpadłem w zachwyt.

http://metalprogressive.files.wordpress.com/2008/06/actual-fantasy.jpg

Opowieść nie ogranicza się tylko do wątku "arturiańskiego" zarysowanego w pierwszej płycie projektu zatytułowanej "The Final Experinemt". Każdy kolejny krążek dokłada kolejny element układanki - W "Actual fantasy" dostajemy garść opowieści inspirowanych rozmaitymi tworami kultury popularnej - od "Imienia róży" po "Tron". Kolejne płyty ponawiają trend pierwszej, w której mamy do czynienia z jedną, długą opowieścią. Wybieramy się zatem do Elektrycznego Zamku ("Into The Electric Castle"), towarzyszymy ostatniemu żywemu mieszkańcowi Marsa w jego podróżach po wspomnieniach poprzednich wcieleń ("Universal Migrator Part 1: The Dream Sequencer"), doświadczamy genezy ludzkiej duszy ("Universal Migrator Part 2:Flight of the Migrator"), śledzimy przejmującą historię człowieka uwięzionego we własnym umyśle ("The Human Equation"), by w końcu dowiedzieć się, co te wszystkie opowieści mają ze sobą wspólnego ("01011001"). Rozmach tej sagi powala. Arjen Lukassen - projektant całej opowieści - daje w niej upust swojej nietuzinkowej wyobraźni, tworząc jedyną w swoim rodzaju kosmiczną balladę.

http://metalprogressive.files.wordpress.com/2008/06/into-the-electric-castle.jpg

Muzycznie mamy tu do czynienia z misz-maszem - są utwory czysto instrumentalne, po których nasze uszy atakowane są elektroniką, rockiem, elementami folku... Trudno jednoznacznie określić, z jakim gatunkiem mamy tu do czynienia. Ja w każdym razie, kompletny dyletant, jeśli chodzi kwestie gatunkowe w muzyce, zostałem totalnie zwalony z nóg tym, jak to wszystko ze sobą współgra i podczas słuchania nie odnosi się wrażenia, że całość jest niespójna. Wręcz przeciwnie - wszystko doskonale do siebie pasuje i nie mamy najmniejszych problemówz całkowitym zanurzeniem się w nurt muzyki.

http://image.lyricspond.com/image/a/artist-ayreon/album-universal-migrator-pts-1-2/cd-cover.jpg

Teksty to oddzielna sprawa. Mamy tu do czynienia z iście operowym podejściem do warstwy wokalnej. Poszczególni piosenkarze wcielają się w role bohaterów opowieści i odgrywają je wręcz znakomicie. Monologi wewnętrzne i zewnętrzne, dialogi obrazujące fabułę... wszystko to bardzo mocno przemawia do słuchacza.

http://3.bp.blogspot.com/_h7zfRGoogHI/TJiVFrcGTmI/AAAAAAAABkI/3qEw7PkRmc0/s1600/44680.jpg

Jak wspominałem, opowieść "Ayeron" powinien poznać każdy fan kabelków, komputerów i kosmicznych wojaży. Projekt ten nie jest bez wad, nikną one jednak w ogromie klimatu i wielowymiarowości dzieła. To "Blade Runner" muzyki, "Gra Endera" dźwięku, "Ghost in the Shell" rockowej opery. Nie znać "Ayreona" to jak nie znać wyżej wymienionych arcydzieł.

http://i465.photobucket.com/albums/rr20/alfredmolina32/01011001.jpg

Oficjalna strona projektu

sobota, 22 stycznia 2011

Wiadomości - coraz gorzej

http://www.benchmark.pl/uploads/backend_img/a/zaiks_png.jpg

To trochę nie fair z mojej strony pisać na blogu tylko po to, by po raz kolejny przekazać (i skomentować) złe wieści. Otóż niesławny Związek Autorów i Kompozytorów Scenicznych dogadał się z popularnym serwisem YouTube, przez co możemy się spodziewać znacznego utrudnienia w dostępie do wielu nie do końca legalnie zamieszczonych tam materiałów audiowizualnych. Niby słusznie, ale wciąż nie mogę pozbyć się wrażenia, że w trudnych czasach kryzysu ZAiKS rozpaczliwie szuka nowych sposobów sięgnięcia do kieszeni odbiorcy. Obecny model dystrybucji muzyki jest już kompletnym anachronizmem, niestety ci wielcy, bogaci i potężni wciąż nie chcą przestawić się na alternatywne sposoby sprzedawania dóbr intelektualnych. Być może będą do tego zmuszeni, gdy okaże się, że blokowanie treści będą pojawiać się na coraz bardziej egzotycznych serwerach (tzw. Efekt Streisand).

Niejako w związku z powyższym, chciałbym dopisać krótki suplement do mojej wcześniejszej notki o internetowym Radiu Rivendell, w której wyrażałem obawy o dalszą jego egzystencję w obliczu zainteresowania się tym przedsięwzięciem amerykańskiego odpowiednika ZAiKSu. Co prawda RR nie zostało zamknięte, tym niemniej biblioteka utworów została w znacznym stopniu odchudzona i - co stwierdzam z przykrością - już tak nie nawilża.

Żeby jednak nie było zbyt smutno - na koniec informacja (mam nadzieję) pozytywna. Od początku tego roku prowadzę równolegle inny blog:

http://img715.imageshack.us/img715/9642/gowam.png

Mistycyzm Popkulturowy to cotygodniowo aktualizowany blog, na którym staram się patrzeć na szeroko rozumianą kulturę popularną w sposób niego inny, niż dotąd. Notki wrzucane są w każdą niedzielę, toteż jeśli komuś nie znudziła się jeszcze moja pisanina, serdecznie zapraszam.

czwartek, 30 grudnia 2010

Drużyna



Trudno mi jest powiedzieć coś o produkcji filmu, który z jednej strony wydaje się być czystym kuriozum, z drugiej zaś może się okazać czymś zbawiennym dla polskiej kinematografii fantasy składającej się jak do tej pory z jednej tylko produkcji, o której wszyscy chcą jak najszybciej zapomnieć, toteż jej nazwa ani razu nie padnie w tym tekście.
Czym więc jest "Drużyna"? Offowym projektem, w którym siły łączą zarówno debiutanci, jak i stare wygi. Próbą stworzenia filmu spod znaku miecza i magii, której nie będziemy musieli się wstydzić. Historia będzie do bólu sztampowa - twórcy nie próbują na nowo odkrywać gatunku, a stworzyć film, przy którym przyjemnie zabijemy trochę czasu. Za reżyserię "Drużyny" odpowiada Szymon Szymański, twórca filmów animowanych dla dzieci i pracownik Eurocom Studio. W sumie trudno powiedzieć o tym filmie coś więcej - produkcja nie ma nawet własnej strony internetowej, za wsparcie medialne odpowiada u nich strona Nowej Fantastyki i tam właśnie radziłbym szukać bliższych informacji. Mnie zaś wypada przyklasnąć tej idei i trzymać kciuki, by twórcom wystarczyło zapału i werwy do pomyślnego ukończenia projektu.

czwartek, 16 września 2010

Wiadomości: Nadchodzi Mordor...

http://images3.wikia.nocookie.net/__cb20051015115961/nonsensopedia/images/6/6a/Mordor.png

Popularne wśród fanów fantasy Radio Rivendell wpadło w spore kłopoty. Otóż ta niekomercyjna, utrzymująca się jedynie z dobrowolnych wpłat stacja została namierzona przez amerykańską organizację SoundExchange zajmującą się kontrolowaniem przepływu gotówki wynikającego z regulowania należności związanych z prawami autorskimi (prościej - coś jak nasz ZAIKS). Okazało się, że szefostwo RR nie wypłaca tantiemów artystom, których utwory odtwarzane są "na antenie" rozgłośni. Sprawa jest nielicha, bowiem na dzień dzisiejszy w bazie radia znajduje się przeszło 6 tyś. utworów muzycznych pochodzących z ponad czterystu albumów - przeważnie komercyjnych. Może się skończyć - w najgorszym przypadku - zamknięciem Radia, bowiem SE żąda miesięcznego haraczu, którego suma jest większa, od rocznego wpływu z datków, tak przynajmniej twierdzi szef RR ukrywający się pod pseudonimem Elrond. Patrząc, jak to wygląda choćby u nas, wygląda na to, że właściciele albo będą musieli diametralnie przeformułować profil radia (odtwarzać jedynie utwory, których twórcy pozwolili na to w ramach "dozwolonego użytku") albo pójść na jakąś ugodę (wrzucić na stronę i "antenę" reklamy, dzięki którymi zarobią na comiesięczną opłatę). Pozostaje też trzecia droga - spakować manatki, choć nie chce chyba nikt, a zwłaszcza słuchacze, do których i ja się zaliczam. Cała sprawa to kolejna cegiełka w długim murze sporów o granice dozwolonego użytku materiałów komercyjnych. Mona się zżynać na pazerność twórców, którzy ciągle każą sobie płacić za to samo, ale prawda jest taka, że silniejszy zawsze nakopie słabszemu, zwłaszcza, gdy - tak jak w tym przypadku - ma po swojej stronie prawo.
Sprawa ma zresztą drugie dno, bowiem główny serwer Radia Rivendell stoi w Szwecji, więc w sumie sprawą powinny zająć się tamtejsze organa, a nie organizacja de facto amerykańska. Jeśli z tego całego bałaganu wyniknie coś konkretnego, nie omieszkam skrobnąć o tym kolejnej notki, bo podejrzewam, że pośród czytelników Trendyzatora znajdzie się parę osób, które - podobnie jak ja - lubią od czas do czasu zapuścić RR.