środa, 18 maja 2011

Było się: Festiwal Komiksowa Warszawa

http://static.polter.pl/sub/Festiwal-Komiksowa-Warszawa-2011-bn30618.jpg

Jako, że to dopiero mój drugi konwent komiksowy w życiu, pozwolę sobie olać ocenę całości (bo, like, nie mam za bardzo porównania) i skupić się na tym, co najważniejsze - czyli na ludzikach i wrażeniach.

* swoim zachowaniem Śledziu potwierdził wrażenie, jakie wywarł na mnie na zeszłorocznej imprezie - to profesjonalista w każdym calu, ale zarazem i niesamowicie sympatyczny, życzliwy człowiek, który momentalnie łapie kontakt z fanami i z którym aż chciałoby się usiąść na krawężniku z piwem w ręku i pół nocy przegadać o dupie Maryni.

* rozchwytywany przez wszystkich Łukasz Okólski okazał się facetem, z którego twarzy uśmiech nie znika chyba nigdy. Szkoda, że udało mi się zamienić z nim dosłownie dwa słowa, nim Dr.Agon porwał go w swoje szpony.

* Rafał Szłapa podstępnie usidlił mnie, gdy zdezorientowany po raz pierwszy przekraczałem progi Pałacu Kultury, po czym skusił pięciozłotową zniżką na swojego "Blera". Nie sposób było odmówić, ale nie żałuję, bo komiks naprawdę przyzwoity. Później zresztą, przed klubem b, była okazja do pogłębienia znajomości, gdzie uraczony zostałem anegdotą o komiksowym papieżu, z której wypłynął ciekawy wniosek - jeśli Rafał zostanie poproszony o narysowanie komiksu okolicznościowego z okazji rocznicy Katastrofy Smoleńskiej, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zamiast Tupolewa narysuje Jumbo Jeta.

* Calendula ma chłopaka. Damn..
* Rafał "Chrześcijanin-tańczy" Kołsut jest ucieleśnieniem słowa "pozytywne ADHD". Koleś, któremu muszę przybić piątkę na przyszłorocznej imprezie.

* W klubie b doszło do wstydliwego dla mnie incydentu - za wszelką cenę usiłowałem udowodnić Spellcasterowi, że jestem bardziej pogięty od niego. Nie wchodząc w szczegóły - chyba się udało. Spellu, a ciebie bardzo za to przepraszam, byłem tak jakby na lekkiej bani, ale mnie to usprawiedliwia raczej słabo.

* Bele uprzejmie nie roześmiał się z mojego spalonego żartu o gimnazjalistach i wziął mnie za religijnego świra, gdy poprosiłem Łukasza o sprezentowanie mi "tró anioła". Cóż, bywa.

* Ystad próbował przekonać mnie do zakupu "Bicepsa" starą, sprawdzoną metodą "a jak nie, to w ryj". W końcu dowiedziałem się też, jak prawidłowo wymawia się jego ksywkę.

* godai dość sceptycznie wypowiadał się o słynnym już na całe komiksowo "Konstrukcie" i o pożeraczach zeszytówek. Zapamiętałem go głównie ze względu na fajnej koszulce z Batmanem.

Generalnie rzecz biorąc z festiwalu wyszedłem zadowolony. Cieszę się, że udało mi sie tam dotrzeć i mam nadzieję, że to nie będzie ostatni raz.

1 komentarz:

Iscariote pisze...

Na MFK wpadnij z Agonem ;]