poniedziałek, 9 marca 2009

Felieton okazjonalny - Fenomen Endera



Dużo czytam. Bardzo dużo. Uczęszczam do biblioteki średnio trzy razy w tygodniu, wypożyczając około czterech, pięciu książek tygodniowo. Tak było zawsze. Jestem bibliofilem, w najczystszym tego słowa znaczeniu - gdybyście rozcięli mnie na pół, ze środka wysypałyby się przetrawione przez lata litery.
Czemu to piszę. Chcę wyjaśnić jedną rzecz - "Gra Endera" która wyszła spod pióra Orsona Scotta Carda jest bezsprzecznie najlepszą książką, jaką w życiu czytałem. Bez kitu, to nie żart, ani pomyłka. "Gra Endera" to niedościgniony wzór, do którego żadna z innych znanych mi pozycji nie zdołała się nawet zbliżyć. Wiem, że to tylko moja czysto subiektywna ocena... Z tym, że nie tylko moja. Tak twierdzi bardzo dużo osób.

http://www.marvel.com/i/content/st/5488header_banner4170881.jpg

Fabuła... Bardzo trudno opisać tę książkę - ilekroć to robię, w moich ustach historia brzmi śmiesznie i naiwnie. Oto bowiem mamy inwazję kosmitów-robali na ziemię, los całego świata spoczywający w rękach małego chłopca, którego dorośli chcą postawić na czele galaktycznej armii... Brzmi jak fantastycznonaukowa wersja Harry'ego Pottera, prawda?
Spróbujmy jednak raz jeszcze. Rzecz dzieje się w niedalekiej przyszłości. Pojedynczy statek kosmitów (zwanych później Robalami, a jeszcze później - Formidami) zawisł nad Chinami. Nim udało się zneutralizować wrogą jednostkę, poczyniła ona ogromne zniszczenia. Tak w skrócie można przedstawić dzieje Pierwszej Inwazji.
Druga Inwazja rozpoczęła się kilkanaście lat później i była ona regularną wojną toczącą się w przestrzeni kosmicznej. Ludzkość musiała przegrać. Musiała. Zdarzył się jednak cud, a to za sprawą geniusza taktycznego Mazera Rackhama, któremu udało się zniszczyć flagowy okręt robali wraz ze znajdującą się nim królową kopca. Bez niej wszyscye inni Robale zamarli, jak ciało pozbawione mózgu.

http://blog.wired.com/underwire/images/2008/09/16/enders_excerpt.jpg

Ludzkość poczyniła przygotowania na okazję Trzeciej Inwazji. Przede wszystkim utworzono Hegemonię, będącą czymś w rodzaju Unii Europejskiej, tyle, że obejmującej cały świat i sprawującej bardziej radykalne rządy. Wprowadzono prawo populacyjne zabraniające posiadania więcej, niż dwójki dzieci (prawu temu jawnie sprzeciwiło się wiele narodów, m.in Polska). Rosja utworzyła nowy Układ Warszawski, Ameryka zaś wyraźnie odseparowała się ekonomicznie i gospodarczo od reszty świata. Tym niemniej wszystkie narody zawiązały współpracę, tworząc Międzynarodową Flotę, której częścią jest Szkoła Bojowa, mająca na celu szkolenie strategów i żołnierzy, którzy w przyszłości poprowadzą Flotę do walki z Robalami.
Armii potrzebny jest jednak dowódca. I tu właśnie zaczyna się "Gra Endera".

http://www.marvel.com/i/content/st/6739header_banner3352322.jpg

Młody Andrew "Ender" Wiggin jest trzecim (to ważne bowiem, jak pamiętamy, prawo pozwala na tylko dwójkę dzieci) synem Theresy i Jana Pawła Wigginów. Rząd przekonał Wigginów do poczęcia i wychowania trzeciego dziecka z powodu jego rodzeństwa, które rokowało znaczne nadzieje. Peter Wiggin, najstarszy z trójki rodzeństwa mógłby być wyśmienitym strategiem - kto wie? może nawet dowódcą - gdyby nie jego wrodzona skłonność do okrucieństwa. Siostra Endera i Petera, Valentine, była zaś zbyt łagodna i asertywna, co sprawiło, że także nie przeszła testów do Szkoły Bojowej. Ender miał więc być połączeniem cech obu rodzeństwa.

http://i.newsarama.com/images/EndersGame_01-ff.jpg

Kiedy Ender trafia do Szkoły Bojowej, od razu rzucony zostaje na głęboką wodę - nauczyciele (pułkownik Graff i major Anderson) w przebiegły sposób izolują chłopca od reszty uczniów, nie chcąc, by zaadaptował się do systemu. Ponadto rozmyślnie rzucają mu kłody pod nogi, narażając nawet na śmierć, wszystko to jednak w białbych rękawiczkach i zgodnie z protokołem. Nie pozwalają mu nawet się poddać (w momencie załamania nerwowego Endera, Graff za pomocą szantażu psychologicznego wymusza na Valentine napisanie do niego listu, co sprawia, że Ender na powrót zasiada do gry). Ważnym czynnikiem jest też tak zwana Gra Fantasy - prosta zręcznościówka, za pomocą której nauczyciele obserwują rozwój psychologiczny uczniów. Na jednym z poziomów gry można natknąć się na minigrę pod tytułem Napój Olbrzyma, w której tytułowy gigant proponuje bohaterowi dwa napoje - niezależnie od wyboru, gracz wypija niewłaściwy, ginąc w straszliwy sposób. W teorii program miał obrazować, na ile uczniowie posiadają zmysł doświadczenia i jak szybko rezygnują z bezsensownych zachowań. W teorii. Bowiem w praktyce Enderowi udało się naruszyć strukturę gry na tyle, by ją przejść i pokonać poziom zwany Napojem Olbrzyma.

http://1.bp.blogspot.com/_JfmYtoWg4vU/SRjmU5gjG3I/AAAAAAAAFMA/lwGUn_dmPJA/s400/endersgame.png

W tym momencie zakończę spoilery, jeszcze chwila bowiem i streściłbym całą zaskakującą i wielopoziomową fabułę.
Pojawia sie zatem pytanie - na czym polega fenomen tej powieści?
Przede wszystkim - fabuła. Rozsądna i dobrze przemyślana, znalazło sie w niej wszystko, co powinno - ani mniej, ani więcej. Po drugie - bohaterowie. Choć w głównej mierze są nimi małe dzieci, to jednak są to dzieci genialne, starannie wyselekcjonowane spośród innych rówieśników. Wyjątkowe. Tym niemniej, wciąż są to jednak dzieci, więc osoby mające charakter nieco socjopatyczny, impulsywny i kierujący się prostymi zachciankami i uczuciami, co nadaje książce niesamowitego smaku - nie mamy bowiem do czynienia ani z dorosłymi ani z dziećmi, tylko z osobliwą mieszanką obu tych grup wiekowych. Bohaterowie wyposarzeni są w wielopoziomową psychikę. Ender to geniusz, który wie, że inni nim manipulują, wciąż jednak na to pozwala mając na uwadze przyszły cel - zwycięstwo w wojnie. Jego brat, Peter, zgorzkniały dzieciak ze zranioną ambicją, który wciąż stara się wykazać swoją wyższość nad Enderem - w tym celu ukrywa się pod pseudonimem Loke i dzięki potędze Internetu zostaje wziętym politykiem. Valentine, która
pomaga Peterowi, w niejasnym poczuciu zdrady wobec Endera. Groszek, jeden z chłopców należących do Armii Smoka, małego oddziału w Szkole Bojowej, którego dowódcą jest Ender - Groszek to czupurny i buntowniczy chłopiec, dorównujący Enderowi inteligencją, który w końcu zostaje jego przyjacielem.
Wśród dorosłych też mamy ciekawe charaktery - choć tylko dwa. Są to wymienieni już nauczyciele Endera, podstarzali cynicy, którym cierpienie Endera nie przysłania wyższego celu, choć istotnie, odczuwają do siebie pewien wstręt za to, co robią, do czego muszą się posunąć, by wyszkolić Endera.

http://www.marvel.com/i/content/st/5601header_banner4687047.jpg

To nie jest tylko sciene-fiction. Gra Endera to też (a może nawet - przede wszystkim) moralitet, okazujący cierpienie jednostki, w której pokładanych jest tyle nadziei, jednostki manipulowanej i dręczonej, wciąż wystawianej na kolejne próby, by mieć pewność, że nie zawiedzie podczas próby najważniejszej. Introspekcje postaci "Gry Endera" to ważna część książki, niesamowicie wciągające, rozterki bohaterów są tak nam bliskie, że automatycznie zaczynamy im współczuć, zgadzać się z nimi (albo i nie), kibicować im i z zapartym tchem obserwować, jak potoczą się ich losy. Ważną zaletą tej książki jest też to, że... Uczy myśleć. Tak, naprawdę. Obserwując tok myślenia bohaterów sami uczymy się myśleć w podobny sposób, rozkładac problem na czynniki pierwsze, podchodzić do niego w sposób niekonwencjonalny, zauważać możliwe alternatywy i ich możliwe implikacje. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że po lekturze "Gry Endera" mój poziom IQ podskoczył o kilka kresek w górę.

http://www.marvel.com/i/content/st/5187header_banner2714736.jpg

Kiedy już zapoznacie się z "Grą Endera", polecam przeczytać też jej paralelę (książkę równoległą) pod tytułem "Cień Endera", w której akcja obserwowana jest z perspektywy Groszka. Niestety, kolejne części cyklu są już tylko rzadkimi popłuczynami go "Grze", z małym wyjątkiem dla "Mówcy Umarłych" który mimo oczywistych związków z "Grą" (ten sam główny bohater) odchodzi od niej tak daleko, ajk to tylko możliwe.
Polecać "Grę Endera" to trochę tak, jakby polecać orgazm. Wszyscy wiedzą, że dobre, więc nie trzeba nawet o tym wspominać. Trudno to opisać, choć przeżycia z tym związane są silne i niesamowite. :)
Radzę, naprawdę radzę. Bez tej książki moje życie byłoby o wiele uboższe.

W artykule wykorzystano fragmenty komiksów z cyklu "Ender's Game" i "Ender's Shadow"

1 komentarz:

Siledhel pisze...

Dla mnie "Speaker for the Dead" jest o klasę lepszy od "Gry..." - wielowątkowy, poruszający tak ciekawe kwestie jak choćby uczucie do AI. A "Gra Endera"? Ot, do przeczytania, ale czy jest tam coś istotnie głębokiego - mam wątpliwości.